google

    księgowość, księgowy, biuro księgowe

    Kursy walut 23.06.2017
    1 USD
    3.7824
    -0.0178
    1 EUR
    4.2255
    -0.0187
    1 CHF
    3.8977
    -0.0073
    1 GBP
    4.8151
    0.0025
    1 RUB
    0.0635
    0.0001
    Newsletter
    Otrzymuj wiadomości o nowościach w branży
    Podaj imię i nazwisko:
    Twój adres email:
     
    Zobacz na mapie
    Chcę dodać:
    W zasięgu km

    • Kanapa "Forbes" wywiad z Januszem Filipiakiem

    Kanapa "Forbes" wywiad z Januszem Filipiakiem Comarch

    KAZIMIERZ KRUPA, redaktor naczelny "Forbes": (zaczyna śpiewając) „Są dwa koronne kluby, które dumą są Polaków…” Co było dalej Profesorze?

    JANUSZ FILIPIAK: (śmiech) Nie, to na pewno jeden – Cracovia.

    KK: (również śmiech) Nie, to warszawska jest Polonia i Cracovia Kraków. To są dwa polskie zaprzyjaźnione kluby.

    JF: Tak, od dawna i bardzo się z nich cieszymy. Cracovia istnieje od 1906, a Polonia Warszawa od 1911 roku.

    KK: Ja jestem kibicem Polonii Warszawa. My, co prawda jesteśmy w „sportowym piekle” teraz, bo czwartej lidze, więc nie będzie Meczu Przyjaźni, niemniej zapraszam Pana na Polonię.

    KK: Ja jestem kibicem Polonii Warszawa. My, co prawda jesteśmy w „sportowym piekle” teraz, bo czwartej lidze, więc nie będzie Meczu Przyjaźni, niemniej zapraszam Pana na Polonię.

    JF: Szczerze mówiąc dostałem możliwość od Polonii, żeby pomagać i powiedziałem, że tak.

    KK: (śmiech) Wobec tego ja się upomnę Panie Profesorze.

    JF: Mówiąc zupełnie poważnie, ta przyjaźń między kibicami jest bardzo duża i na pewno bardzo ważnym akcentem jest pomoc.

    KK: Zapraszam w ogóle na Polonię, bo mimo, że jesteśmy w czwartej lidze, to na mecze przychodzi 4-5 tys. ludzi, a atmosfera jest przepiękna! Nie ma żadnych wulgaryzmów. Skoro już jesteśmy przy piłce nożnej, to Panie Profesorze, czy jest Pan kibicem czy kibolem?

    JF: (śmiech) Ostatnio chyba kibolem.

    KK: (również śmiech) No właśnie, bo trzeba przypomnieć, że Cracovia chyba dwa mecze poniekąd przez Pana grała bez kibiców. (do publiczności) Pan Prezes był łaskaw powiedzieć, że bardzo mu się podobają race na stadionie. Chyba nie musiał tego mówić, bo wiadomo jak UEFA do nas podchodzi.

    JF: Ale zanim to powiedziałem, powiedziałem, że przestrzegamy wszystkich przepisów i dokładamy należytej staranności. Policja sprawdzała stadion, a jednak kibice race wnieśli.

    KK: (śmiech) Myślałem, że tylko certyfikowane race Pan pozwolił wnosić.

    JF: Mówiąc poważnie, to jest problem. Po tym meczu Cracovii, na który wniesiono race, pojawiły się one na Chorzowie, Widzewie. Jeśli muszę się wypowiadać, to kluby są bezbronne, dlatego że musimy korzystać na mocy ustawy z firm ochroniarskich. Firma ochroniarska, mimo iż bardzo dobrze brzmi, na mecz mobilizuje 200 osób. Nie przechodzą szkolenia teoretycznego czy praktycznego. Nie ćwiczą na siłowni. Jak przychodzi starsza osoba to ją dokładnie przeszukają, a jak przychodzi „kibol” to po prostu…

    KK: … się go boją.

    JF: (śmiech) Się go boją. I on może wnieść, co mu się podoba. Taka jest rzeczywistość i to jest poza kontrolą klubów. Także, jeśli Pan porusza tę sprawę, a ona wbrew pozorom jest poważna, dlatego że stosuje się odpowiedzialność zbiorową. Są różni kibice, a ten element chuligański robi, co chce. Ja pomijam sprawę bandytyzmu na osiedlach podmiejskich, gdzie to są po prostu zwykli dilerzy narkotyków. Ubierają się w barwy klubowe i walczą o strefy wpływu, żeby mieć lepszą historię dla potencjalnych klientów. To jest duży problem społeczny i zrzucanie odpowiedzialności na kluby to unikanie odpowiedzialności ze strony władz, które powinny pomóc.

    KK: Panie profesorze, po co Panu piłka nożna? To jest dziedzina, która właśnie wiąże się z nieprzyjemnymi wydarzeniami… I na pewno nie da się na niej zarobić.

    JF: Mamy tu wiele aspektów. Po pierwsze jest to aspekt biznesowy. Comarch jest spółką giełdową i na początku, jak wchodziliśmy w Cracovię to były duże obawy. Chociażby, że będziemy dalej dawali bardzo duże pieniądze, żeby odnieść sukcesy, czy by kupić najlepszych zawodników tak, jak to było w przypadku wielu klubów w Polsce. Natomiast jak na to spojrzę z perspektywy 10 lat, to stwierdzam, że Cracovia naprawdę jest specyficznym klubem. Nie dlatego, że jesteśmy w nim inwestorem. Jest to najstarsza polska instytucja sportowa. Działa od 1906 roku. Kraków też jest specyficzny. Nie mówię tego emocjonalnie. Kraków jest jednym z niewielu miast w Polsce, w którym przez dwie wojny światowe ludzie nie byli przemieszczani. Drugim chyba jest Poznań, gdzie z dziada pradziada ludzie mieszkali na tych samych ulicach, w tych samych częściach miasta od 4 czy 5 pokoleń. My w Krakowie mamy do czynienia z ludźmi, których dziadek, pradziadek chodził na Cracovię, potem chodził wnuk, syn, teraz ja chodzę i chodzą dzieci. Ludzie zabierają nowonarodzone dzieci. Można spotkać roczne dziecko ubrane w barwy klubowe. Niezależnie, jakie miejsce klub zajmuje w tabeli piłkarskiej, czy hokejowej, ta tradycja jest przekazywana z dziada pradziada. W pierwszej lidze mieli ponad 10 tys. ludzi na trybunach. Tu tradycja jest bardzo ważna i kontynuowana. Także z mojego punktu widzenia. W roku 2003/04 zainwestowaliśmy w ten klub i potem przez kilka lat mieliśmy nadzieję. Powiem zupełnie szczerze, w tej chwili Comarch nie ma możliwości wyjścia z tej inwestycji, bo Kraków by nam tego nie wybaczył. Gdyby to był jakiś inny klub w mieście, w którym nie ma takiej tradycji, można by z tego wyjść, ale tutaj jest to niemożliwe.

    KK: Profesorze, 20 lat firmy od założenia, tak? Jak Pan to sobie wyobrażał w ‘93 roku? Co Pan myślał o przyszłości firmy, rozmawiając z Panią żoną, której rola przy założeniu, była niebagatelna.

    JF:.. nie miałem wyjścia, musiałem z Nią to zrobić.

    KK: (śmiech) No tak, wiadomo, z żoną się nie dyskutuje o pewnych sprawach. Czy to, co teraz jest po tych latach, jest tym, co Pan sobie wyobrażał? Czy coś więcej, mniej, czy zupełnie gdzieś obok?

    JF: Pierwsze parę lat, pierwsze pięć, a nawet do dziesiątego roku były spontaniczne. Po prostu rozwijaliśmy firmę. Szło się od zdarzenia do zdarzenia. Rynek, wtedy był chłonny. Był duży duch przedsiębiorczości. Także to była zabawa, niż świadoma działalność  związana z budowaniem firmy. Było fajnie, budowaliśmy. Natomiast sposób myślenia i filozofia działania zmieniała się mniej więcej od roku 2008/2009. Wiąże się to z pobytem na giełdzie. Jesteśmy spółką publiczną niemal 15 lat. Rola giełdy była bardzo istotna, ponieważ wymusiła od nas profesjonalne myślenie. Trzeba było zacząć robić raporty, informować inwestorów, analityków i to od wtedy zaczęliśmy myśleć w toku systematycznym o przyszłości i rozwoju firmy.  Pierwsze pięć do siedmiu lat firmy był to czas fajnej zabawy.

    KK: Czyli momentem przełomowy było wejście na giełdę? Zresztą pamiętam prezes Kluskę, który mówił, że dopóki nie wszedł na giełdę, to siedział w garażu i pod koniec miesiąca zastanawiał się, z czego zapłacić tym swoim pracownikom, którzy montowali te komputery. A później mówił, że wszystkie wanny, jakie miał w domu i garażu były wypełnione pieniędzmi, po tym jak zadebiutował na giełdzie.

    JF: Tego nie chcę słyszeć.

    KK: (śmiech) U Pana było podobnie?

    JF: Nie, stanowcze nie. U nas gotówki w firmie nigdy nie było, od samego początku.

    KK: A gdzie była?

    JF: Na początku firmy pensje, faktury, to wszystko był pieniądz elektroniczny w banku. Nigdy gotówką nie obracaliśmy. Powiedziałbym tak, że pierwsze 5 lat to była zabawa, natomiast z punktu widzenia zarządzania firmą od pierwszego dnia nigdy nie było tak, że w tej samej kieszeni były pieniądze prywatne i firmowe.

    KK: A jaki jest ten obraz Comarch po 20 latach? Czy Pan sobie tak to wyobrażał, czy nieco inaczej?

    JF: No raczej nie. Tak jak powiedziałem, założyliśmy tę firmę bo była potrzeba. Żona uważała, że na bazie tego, co robiłem w Australii, w Stanach, Kanadzie miałem zdolność wciągania kontraktów, także robiłem badania stosowane, że po co to robić na konto uczelni, tym bardziej, że uczelnia nie potrafiła tego skonsumować. Dowodem tego, że nie potrafiła skonsumować jest to, że w tej chwili Comarch jest większy niż Akademia Górniczo-Hutnicza. Otworzenie firmy było naturalne, ale nie wyobrażałem sobie, że to będzie aż tak duże.

    Źródło:
    Comarch SA
    Artykuł został dodany przez firmę

    Comarch SA

    Comarch SA specjalizuje się w projektowaniu, wdrażaniu oraz integracji zaawansowanych systemów informatycznych, narzędzi programistycznych, narzędzi i infrastruktur sieciowych.

    » Zapoznaj się z ofertą firmy
    Aby w pełni wykorzystać funkcjonalność portalu
    wymień swoją przeglądarkę na nowszą wersję.